Epitafium dla Cezarego Krawczyka
Jak ten czas leci…niedługo minie już pół roku od chwili gdy nie ma z nami Cezarego –
ojca, męża, przyjaciela. Cezarego Krawczyka, profesora, wykładowcy, wynalazcy oraz nade wszystko wielkiego miłośnika kultury i sztuki. Był w nich (niej) zakochany miłością równą do żony i córki a wcześniej matki. Pamiętam jak dziś, kiedy razem spacerowaliśmy w jednym z urokliwych lasów jury krakowsko–częstochowskiej, kiedy to jeszcze zdrowie i kondycja fizyczna Cezaremu dopisywały na tyle aby zakosztować przyrody nie tylko powierzchownie ale i głębiej zapuścić się tam gdzie nie dochodzi warkot samochodów a słychać tylko śpiew ptaków…pamiętam jak dziś gdy powiedział mi o swojej chorobie oraz o tym, że jeden z celów swojego życia już zrealizował. Tym celem było godne zaopiekowanie się matką i towarzyszenie jej do końca, końca ludzkiej drogi za którą pamięć zarysu postaci rozmazująca się w grotgerowskiej mgle jest coraz dalsza bliższa za to pamięć o czynach i uczynkach.